Strona główna Ciekawe dla ciekawskich Opowiadania Rybak z Błędowa i Wkrrzanka


Nie tak dawno temu, a może zresztą dawno, bo przecież czas jest wartością względną, jak wykazał znany fizyk Albert Einstein, mieszkał w Błędowie młody rybak imieniem Ignac. Miał chatę na brzegu Wkry i stare czółno. Żyło mu się całkiem dobrze, bo jeszcze wówczas Unia Europejska nie wprowadzała okresów ochronnych dla poszczególnych gatunków ryb. Wstawał bladym świtem, wypływał na rzekę i zarzucał sieci. Zimą zaś rąbał przeręble, bo wtedy zimy były takie, że ho ho i łowił wędką. Sprzedawał potem ryby na pobliskim targu, a często wymieniał na warzywa, owoce i inne potrzebne rzeczy. Chłopina był rezolutny, nie to, co dzisiejsi mężczyźni. Gotować potrafił, prać, sprzątać, a jak przyszło co do czego, to i szył nawet. Dziś taki nie miałby problemu z żoną, bo każda kobieta poleciałaby rychło na niego. Wtedy jednak były inne czasy. Ignac żył sam i to się właśnie nazywa niesprawiedliwość dziejowa.

Pewnego dnia wypłynął czółnem na rzekę i zarzucił sieci. Słońce właśnie wstawało. Ptaszęta uderzyły w świergot, budząc się ze snu. Wiatr szeleścił w szuwarach, a Ignac słuchał tych wszystkich odgłosów z ciężkim sercem. Nagle łódź zakołysała się gwałtownie. Młody rybak spadł z ławki i nabił sobie guza. Zauważył, że sieci są naprężone, aż trzeszczą. Zaczął więc je wyciągać. Szło mu ciężko, jakby zamiast ryb złowił pojemnik pełen odpadów promieniotwórczych. Muskuły prężyły się na jego ciele, a gdy wreszcie wyciągnął sieci, to oniemiał. Na dnie łodzi leżała piękna dziewczyna z długimi włosami. Spojrzała na Ignaca swymi szmaragdowymi oczami i powiedziała dźwięcznym głosem:

- Gdzie ja jestem? Co się stało?

Ignac rzucił się ku niej i wyplątał ją z sieci. Gdyby kiedykolwiek rozgrywano mistrzostwa świata w wyplątywaniu z sieci, to byłby niechybnie mistrzem przez co najmniej trzy sezony!

- Kimże jesteś, piękna pani? – spytał, nie trudząc się nawet odpowiedziami na jej pytania.

- Jestem boginią wód i zwą mnie Wkrrzanka.

Całe szczęście, że nie wyłowił jej jakiś Niemiec, bo połamałby sobie język na tym imieniu. Ignac był Polakiem z dziada pradziada, więc nie miał problemów z trudnymi wyrazami.

- Ach, jakie piękne imię! – zawołał. – Czy przyjmiesz gościnę u mnie w domu?

- Mój tato mówił, żebym się z nieznajomymi nie zadawała. – dziewczyna skromnie spuściła oczęta. – Skoro jednak już tu jestem, to czemu nie? A masz jakąś balię, czy coś takiego? Ja poza wodą żyć za długo nie mogę.

Ignac miał w domu sporą beczkę, w której trzymał złowione ryby. Pasowała na Wkrrzankę, jak ulał! Od tego dnia piękna dziewczyna spędzała z nim całe dnie. Ignac nie łowił, nie wychodził z domu, tylko wpatrywał się z uwielbieniem w wystającą z beczki śliczną twarzyczkę. Dziewczyna opowiadała o podwodnym życiu, a on słuchał i słuchał.

- Ciasno mi tu trochę, Ignacku. – powiedziała któregoś dnia. – Czy nie masz jakiegoś większego naczynia?

Ignac zmartwił się okrutnie i chcąc dogodzić towarzyszce swego życia zaczął kopać staw. Kopał dzień i noc, bo chciał jak najszybciej ukończyć pracę. Zajęty robotą nie spostrzegł, jak do jego chaty zakradli się zbóje. Po trzech dniach i nocach wrócił spocony, ale pełen entuzjazmu do domu. Uśmiech jednak zgasł mu na progu, gdy ujrzał pustą izbę. Zbóje wynieśli nie tylko beczkę z Wkrrzanką, ale i inne przedmioty. Już wtedy zawód zbója był modny, bo narobić się dużo nie trzeba, a dochody całkiem niezłe.

Smutny Ignac poszedł nad wykopany dół, usiadł na krawędzi i zapłakał. Płakał długo i rzewnie, aż zapełnił jezioro swoimi łzami. Taka to jest historia jeziora w Błędowie. Podobno przy pełni księżyca można jeszcze niekiedy dojrzeć siedzącego na brzegu jeziora Ignaca, który wciąż płacze po stracie wodnej boginki.

 
Szukaj
Podziękowania
Galeria

[sigplus] Critical error: Insufficient file system permissions to create the folder /www.bledowo.pl/cache/preview.