Strona główna Ciekawe dla ciekawskich Opowiadania Jak kowal z Błędowa przechytrzył diabła


Było to dawno temu, gdy stery u władzy dzierżyła jedyna słuszna formacja, a frekwencja na wyborach do sejmu wynosiła niezmiennie 99,9 procent. Nikt jeszcze nie słyszał o coca coli, a stonka ziemniaczana nie pleniła się na ziemiach Polskich, lecz była zrzucana przez wrogie socjalistycznemu porządkowi rzeczy siły imperialistyczne. Ulicami przemykały niebieskie wozy z wymalowanymi literami MO, a tysiące szkół powstały na tysiąclecie chrztu Polski.

Żył wówczas w Błędowie kowal Michałko. Potężny był z niego chłop, a muskuły miał takie, że hej! Gdyby wówczas stanął obok niego Arnold Schwerzeneger, to uznano by go za wychudzonego biedaka! Michałko dobrym był człowiekiem. Chętnie pracował w swojej kuźni i tylko do szczęścia brakowało mu małżonki. Wszystkie panny we wsi były już zajęte przez rolników postępowych, a tym Michałko w drogę wchodzić nie chciał. Wieczorami po ciężkiej pracy w kuźni, siadywał za swoim domem i patrząc w gwiazdy rozmyślał. Serce bolało go z niespełnionej miłości. Którejś nocy tak go bolało, że przebudził się o północy. Chodził po izbie z godzinę, aż wreszcie wypowiedział słowa, które miały go wiele kosztować:

- Diabłu duszę oddam, jeżeli tylko sprawi mi jakąś miłą panienkę!

Zasnął wreszcie umęczony chłopina, a nazajutrz ujrzał przed chatą dziewczę, jak malowane! Długie blond włosy, bujne piersi, kształtne ramiona, ponętne bioderka, a talia, jak u osy! Nogi długie, zgrabne, aż dech zapierało. Dziewczę podbiegło do Michałka i rzucając mu się na szyję zawołało:

- Mój Michałko, mój kochany! – namiętnie pocałowało zbaraniałego chłopa w usta. – Mam na imię Lucyferka, ale wołają na mnie Lucia! Chcę od dziś być twoją po wsze czasy!

Michałko nie posiadał się ze szczęścia. Lucia przygotowała mu wspaniałe śniadanie w formie jajecznicy na boczku, choć kowal nie pamiętał, by w spiżarni był boczek. Na obiad miał okazałego indyka, a na kolację wędzoną szynkę. Gdy zmrok zapadł, Michałko poczuł, że już nie serce go boli, ale zupełnie inna część ciała i z pewnością nie chodziło o męki duchowe. Lucia zaraz do łóżka się wślizgnęła i wnet okazało się, że nie tylko w sztuce przyżądzania jadła jest biegła!

Nazajutrz Michałko, bo niedziela była, postanowił wybrać się do kościoła. Lucia jednak nie kwapiła się, by mu towarzyszyć.

- Głowa mnie boli, Michałko kochany. – mówiła ze zbolałą miną.

Kowal ucałował ją na do widzenia, a sam do kościoła pojechał. Tu zwierzył się proboszczowi, jakie to szczęście go spotkało. Pleban, człek światły, od razu zwietrzył szatański podstęp. Wprosił się do Michałka na kolację. Gdy potem kowal do sieni go odprowadzał, ksiądz szepnął mu na osobności:

- Coś mi ta Lucia siarką zalatuje, mój Michałko. Czyżeś ty sił nieczystych nie wzywał przypadkiem.

Chłopina na kolana rymnął, aż się chata zatrzęsła. W piersi bić się począł i wyznał plebanowi całą prawdę. Ten zasępił się bardzo.

- Czart to przebiegła sztuka, - powiedział, - ale przechytrzyć go można. Wezwij no go raz jeszcze, a kiedy się pojawi, to zarządaj, by zabrał tę piekielną maszkarę do siebie.

- Dyć to żadna maszkara, księże proboszczu! - żachnął się Michałko. – Dziewica, ups, hmmm, - w język się ugryzł, wspominając noc ostatnią, - no tego, znaczy kobitka, jak malowana!

- Ale szatańskie nasienie! – zgromił go pleban. – Duszę chcesz utracić dla ziemskich przyjemności? Mało to dziewcząt we wsi? Zakręć no się porządnie, Michałko, a nie pomocy u diabła szukasz!

Nocą, gdy Lucia spała, bo też ją wieczorem nagle głowa rozbolała, wyszedł Michałko z chaty i na uroczysko poszedł o północy. Bać się diabła nie bał, bo silny był niezwykle. Zaraz, gdy tylko zawołał, coś huknęło, piorun strzelił i woń siarki dookoła wypełniła powietrze.

- Jeszcze ci mało, gadzino ludzka? – spytał chrapliwy głos.

Michałko rezonu nie stracił.

- Zabieraj sobie tę dziewkę, – warknął gniewnie, - a duszy mojej daj spokój!

- Nic z tego chłopie! – roześmiał się szatan. – To nie takie proste! Chciałeś piękną dziewczynę, to ją masz!

- Ale cyrografu nie podpisywałem! – żachnął się Michałko. – Umowy żadnej nie było!

Na ten czas diabeł wydobył skądś malutkie pudełko. Pokazał je triumfalnie chłopu.

- Tu jest twój głos zapisany, ludzki pomiocie! Mam tu każde twoje słowo, jakieś w chałupie mówił. Nie pamiętasz, jak duszę mi oddać chciałeś? To się nazywa nagrywanie rozmów. Wróżę mu niezłą przyszłość!

Michałko struchlał.

- To co ja mogę teraz zrobić? – spytał przybity. – Może w jakieś zawody staniemy, jak to dawniej bywało?

- Ha, ha, ha, - roześmiał się szyderczo diabeł. - A co jeszcze prócz duszy zastawić możesz?

- Jak przegram, to od razu ci ją oddaję. – odparł Michałko. – Pójdę i powieszę się na wierzbie. Nie będziesz musiał czekać do mojej śmierci.

- Zgoda, - odparł diabeł, - jeśli jutro pokażesz mi coś, co będzie paskudniejsze od córki przewodniczącego komitetu, to dam ci spokój, a Lucyferka do piekła powróci.

Huknęło, zaświszczało i tyle Michałko diabła widział.

Cały dzień myślał i myślał. Jeść nie mógł, na umizgi Luci był nieczuły, a i robota mu nie szła. Wciąż nie wiedział, jak diabła przechytrzyć? Córka przewodniczącego do najpaskudniejszych dziewcząt nie tylko w okolicy się zaliczała, ale i w województwie równych sobie w brzydocie nie miała. Wreszcie jednak go olśniło. Pod wieczór do wielebnego proboszcza pobiegł. Nie wyjawił mu swego pomysłu, by przykrości nie sprawiać, ale o pomoc delikatnie poprosił. Ksiądz zgodził się, choć niezbyt chętnie.

- A ja sam nie mogę w zawody stanąć? – spytał.

- Diabeł z duchowną osobą mierzyć się nie zechce. – odparł chłop. – Poza tym o moją duszę idzie.

Wielebny ostatecznie pożyczył kowalowi to, o co go ten poprosił.  O północy na uroczysku doszło do spotkania.

- No i masz coś paskudniejszego, niż córka przewodniczącego? – spytał diabeł zacierając ręce. – Sznur już ci przyniosłem.

Michałko nic nie odpowiedział.

- Poczekaj tu chwilę, diable, to pokażę ci nie lada paskudztwo.

Wszedł do lasu, a po chwili doleciało stamtąd charakterystyczne popierdywanie. Patrzy diabeł, a drogą coś wstrętnego się zbliża. W ciemnościach ślepia jarzą się okrągłe, pysk okrutnie wyszczerzony, wyje toto straszliwie, podskakuje i prycha!

- Aj, aj! – zawołał szatan. – Ależ to paskudztwo! Weź sobie duszę, tylko zabierz mi to z oczu!

Huknęło, błysnęło, siarką zaleciało i tyle Michałko diabła widział!

Gdy do chaty wrócił, zastał łóżko puste. Lucyferka zniknęła.

Nazajutrz odprowadził Michałko proboszczowi jego syrenkę 102. Opowiedział księdzu zmyśloną historię, jak to wygrał wyścig z diabłem, który imperialistycznym ferrari na starcie się zjawił. Dumny kapłan poklepał karoserię syrenki i uszczęśliwionego Michałka pożegnał.

Tak to kowal Michałko dzięki czarowi PRLu diabła błędowskiego przechytrzył.

 
Szukaj
Podziękowania
Galeria

[sigplus] Critical error: Insufficient file system permissions to create the folder /www.bledowo.pl/cache/preview.